wtorek, 20 marca 2018

20.03.2018r.

Międzynarodowy Dzień Szczęścia (ang. International Day of Happiness) – święto ustanowione przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucją A/RES/66/281 z dnia 28 czerwca 2012 roku. Na obchody wyznaczono dzień 20 marca.
Uchwalenie Dnia Szczęścia było częścią dyplomatycznej kampanii himalajskiego królestwa Bhutanu, które już od 1972 stosuje wskaźnik szczęścia narodowego (GNH), służący do oceny jakości życia w sposób bardziej całościowy niż powszechnie stosowany wyłącznie ekonomiczny wskaźnik PKB (ang. GDP). Rezolucja stwierdza, że "Dążenie do szczęścia jest podstawowym celem człowieka", uznając jednocześnie potrzebę bardziej kompleksowego, sprawiedliwego i zrównoważonego podejścia do rozwoju gospodarczego, który promuje zrównoważony rozwój, walkę z ubóstwem, szczęście i dobrobyt dla wszystkich narodów. Zgromadzenie Ogólne ONZ w swej uchwale zwróciło się do wszystkich państw członkowskich, organizacji systemu Narodów Zjednoczonych i innych organizacji międzynarodowych oraz regionalnych, a także społeczeństwa obywatelskiego, w tym organizacji pozarządowych i osób fizycznych, do obchodów Międzynarodowego Dnia Szczęścia w odpowiedni sposób, w tym poprzez edukację i publiczne działania podnoszące świadomość społeczeństwa w dążeniu do szczęścia.

 Znaleziony obraz

20.03.2018r.

1) Dziś jest Światowy Dzień Pracy Socjalnej.

poniedziałek, 19 marca 2018

Zostawił mnie - nie warto .....


Hejka kochani wiem ,że dawno mnie tu nie było ale życie jak życie...W każdym razie dziś temat trochę nieco inny czyli MIŁOŚĆ ITP. Wiecie bardziej chodzi mi o rozstanie bo np. wielu ludzi kiedy ktoś nas zostawi poprostu się mega załamuje I MÓWI NIE WARTO PO CO MAM WALCZYĆ ?

19 marca

Imieniny obchodzą: Bogdan, Jan, Józef, Leoncjusz, Marceli, Marek i Sybillina.
Święta
Australia – Narodowy Dzień Harmonii
Hiszpania:
Dzień Ojca (obok Dnia św. Józefa)
Święto Ognia (hiszp. Fiesta de Las Fallas
Polska
Dzień Wędkarza
Miłośnicy wędkowania długo czekali na swoje święto – Dzień Wędkarza obchodzony jest dopiero od 2008 roku. Łowienie ryb było niegdyś warunkiem przetrwania – do dziś niektóre lokalne społeczności, na przykład w Ameryce Południowej czy na Antarktydzie żywią się praktycznie wyłącznie tym, co sami zdołają złapać. Jest jednak różnica między rybołówstwem a wędkarstwem. To drugie jest formą sportu, w dodatku jedną z najstarszych. W starożytnym Rzymie na przykład na łowienie dla przyjemności mogli pozwolić sobie tylko najbardziej zamożni. W Polsce wędkowanie czysto rozrywkowe zaczęło zdobywać popularność pod koniec XIX wieku, wtedy też powstały pierwsze kluby zrzeszające miłośników rekreacji z wędką w ręku. Z czasem rozwinęły się rozmaite metody wędkowania, takie jak spinning, metoda spławikowa czy spławikowo gruntowa. Obecnie profesjonalny sprzęt wędkarski to niemały wydatek. Najlepsi oczywiście nie muszą się przejmować pieniędzmi, bo profesjonalne ligi umożliwiają czołowym wędkarzom zapewnienie sobie pokaźnych dochodów. W większości miejsc na świecie organizowane są turnieje i konkursy, a samo wędkarstwo jest regulowane według ściśle określonych praw na poziomie krajowym. Ponadto od 1912 rekordy rejestruje Międzynarodowy Związek Zawodów Rybackich.  Obecnie Polski Związek Wędkarski ma około 600 tysięcy członków. Choć powszechnie wędkarstwo uważane jest za męski sport, na przestrzeni ostatnich lat można dostrzec nieco więcej kobiet z wędką w ręku. Być może ten stan rzeczy ma swoje korzenie w dawnej tradycji, kiedy to mężczyźni byli łowcami, których rolą było zapewnieni pożywienia rodzinie. Dziś jednak niewiele złowionych przez wędkarzy ryb ląduje na stole – większość wraca do swojego naturalnego środowisko. W przypadku wyjątkowo dużego okazu, rybę czeka zwykle jeszcze krótka sesja zdjęciowa. 
Włochy 
Dzień Ojca
Przysłowia

  • „Jak na świętego Józefa chmurki, to sadź ziemniaki gdzie górki, a jak pogoda, to sadź gdzie woda”
  • „Gdy na święty Józef bociek przybędzie, to już śniegu nie będzie”
  • „Na świętego Józefa pięknie, zima prędko pęknie”
  • niedziela, 18 marca 2018

    18 marca

    Imieniny obchodzą: AleksanderAnzelmBoguchwałBoguchwałaCelestynaCyrylEdwardEdwarda,

    Polskie przysłowia : Na św. Edwarda zimy pogarda.


    Europejski Dzień Mózgu
    Jak ważna jest sprawna mózgownica nie trzeba nikogo przekonywać. Europejczycy Dzień Mózgu świętują od 1998 roku, a jego celem jest propagowanie wiedzy o funkcjonowania naszego układu nerwowego.

    sobota, 17 marca 2018

    Dyskryminacja osób z niepełnosprawnością na rynku pracy – sposoby przeciwdziałania

    Dyskryminacja na rynku pracy to jeden z podstawowych wymiarów wykluczenia społecznego osób z niepełnosprawnością.

    "Próba miłości: Historia Annie O'Farrell" reż: Gil Brealey.

    Annie O'Farrell (Tina Arhondis) przyszła na świat z poważnym uszkodzeniem mózgu.

    "Nietykalni" (2011) reż: Olivier Nakache.

    Fabuła 

    Paryż nocą. Driss prowadzi luksusowe Maserati Philippe’a z dużą prędkością.

    Film pt Kochankowie

    James Gray nie należy do hollywoodzkich tuzów. Jego nazwisko nie elektryzuje uwagi mediów, a dla większości kinomanów pozostaje zupełnie nieznane. Mimo to jest jednym z najlepszych reżyserów amerykańskiego średniego pokolenia, twórcą, który wypracował własny, rozpoznawalny styl. Jego obrazy wpisują się w ramy filmowych gatunków, ale zawsze naznaczone są przez artystyczną wrażliwość reżysera. Tak jak "Królowie nocy", czy "Ślepy tor""Kochankowie" są filmem niepozornym, niby zwyczajnym, ale pulsującym wewnętrznym niepokojem. 

    Leonard (Joaquin Phoenix) to facet po trzydziestce. Mieszka z rodzicami w nowojorskim Brooklynie, gdzie pomaga prowadzić skromną, rodzinną pralnię. Przed laty studiował prawo, dziś amatorsko zajmuje się fotografią. Jest samotny – po tym, jak kilka lat wcześniej rodzice narzeczonej odwołali ślub Leonarda, ten próbował popełnić samobójstwo. Właśnie dlatego odizolował się od świata, budując wokół siebie mur. Ale bariera oddzielająca Leonarda od innych ludzi nie jest stabilna – gdy zaczyna pękać, życie zagubionego mężczyzny komplikuje się coraz bardziej. Wszystko za sprawą dwóch pięknych kobiet – Sandry (Vinessa Shaw), przyjaciółki rodziny zafascynowanej Leonardem oraz Michelle (Gwyneth Paltrow), jego pociągającej sąsiadce. 

    James Gray nie jest reżyserem skupiającym się na fabule. Jego filmów nie da się opowiedzieć. Ze streszczeń pozostaną bowiem jedynie suche fakty, natomiast uleci to, co najważniejsze – atmosfera. Gray jest mistrzem w budowaniu klimatu opowieści. Dzięki jego artystycznej wrażliwości "Kochankowie" przesyceni są smutkiem i niepokojem. Ten film pulsuje, wyrywa z otępienia. Nie potrzebuje do tego żadnych efektownych scen. Twórca "Królów ulicy"tworzy kameralny melodramat, w którym miejsce wielkich uniesień i pompatycznych pożegnań zajmują wypowiadane półgębkiem dialogi, znacząco gorzki uśmiech Joaquina Phoenixa oraz puste spojrzenie Gwyneth Paltrow. Przyglądając się im, Gray mówi o bólu, radości, niespełnieniu i rozdarciu. Nierozdzielnych składowych miłości. 

    Jego bohaterowie to postaci wewnętrznie popękane, pełne rys i zranień. Nawet Woody Allen nie wymyśliłby bardziej neurotycznego trójkąta aniżeli ten, który przedstawia w swym filmie reżyser "Małej Odessy". Ale w przeciwieństwie do bohaterów Allena, postaci Graya nie mogą pozwolić sobie na znieczulanie się za pomocą ironii. Tu "wszystko jest na poważnie", jak mówił Fryderyk w "Pornografii" Kolskiego. Twórca "Kochanków" nie boi się bowiem powagi, nie puszcza do widzów oka, lecz wybiera szczerość. Oglądając jego film, ma się dzięki temu wrażenie uczestnictwa w intymnym przeżyciu samego autora. 

    Jest to także zasługą wybitnej obsady. Gwyneth Paltrow kolejny raz świetnie radzi sobie z rolą zagubionej, wrażliwej dziewczyny (podobną rolę stworzyła choćby w "Genialnym klanie" Wesa Andersona), a Vinessa Shaw tworzy pełną napięcia, złożoną kreację. Klasą dla siebie pozostaje jednak Joaquin Phoenix, artysta obdarzony tak niezwykłą charyzmą, że sama jego obecność na ekranie przykuwa uwagę. Dzięki jego subtelności, aktorskiej dyscyplinie i wrażliwości Leonard staje się postacią krwistą, żywą i pełną skrywanych emocji. Taki też jest obraz Jamesa Graya"Kochankowie"to film znakomity, skromny i boleśnie szczery. I choć nie trafił on do polskich kin, także na małym ekranie okazuje się filmową ucztą i lekturą obowiązkową nie tylko dla miłośników subtelnych melodramatów. 

    Mała wielka miłość

    Polsko-amerykańska produkcja. Bardziej amerykańska niż polska, co w tym wypadku działa na korzyść filmu. Mimo obecności w nim typowych wątków romantycznych "Mała wielka miłość" wyróżnia się spośród innych kinowych propozycji w tym gatunku. Nie tylko dlatego, że nie gra w nim Maciej Zakościelny. Otóż bardziej przypomina komedię klasyczną. Jest w niej niewielu bohaterów, zaledwie kilka lokacji, a w zakończeniu spotykają się wszystkie postaci, by w chaosie i zamieszaniu doprowadzić do szczęśliwego rozwiązania akcji. 

    Scenariusz autorstwa Łukasza Karwowskiego(również w roli reżysera) nie jest szczególnie zawiły, ale autor nie powołał do życia wielu postaci, które ewentualnie mogłyby skomplikować przebieg zdarzeń. Joanna, Polka, studentka etnologii wysyła list do Iana, Amerykanina, wziętego adwokata, z wiadomością, że spodziewa się jego dziecka, którego dorobiła się w czasie pobytu w Stanach. By wzbudzić zainteresowanie młodego bogatego kobieciarza, zaznacza, że jest niepełnoletnia. Tak zbudowana farsa to dopiero początek wydarzeń. Ianowi wydaje się, że najlepszym sposobem na szybkie załatwienie sprawy będzie natychmiastowy przyjazd do Warszawy, który notabene nie skończy się dla niego pomyślnie. Ale za to kolejny, znacznie dłuższy, przyczyni się do wielu pozytywnych zmian w jego życiu. Nie obejdzie się oczywiście bez problemów. 

    Wątki poboczne, nawet te, które nie mają dużego związku z przebiegiem akcji, naprawdę śmieszą. I te najbardziej stereotypowe też – Polacy nierozumiejący angielskiego, taksówkarz próbujący oskubać niby naiwnego Amerykanina czy polskie oferty pracy i wysokość pensji. 

    Jeszcze jedna mocna strona? Może nie jestem szczególnie odporna na wdzięki młodego Joshuy Leonarda i pięknej, a do tego profesjonalnej Agnieszki Grochowskiej, ale bez problemu dałam się wciągnąć w miłosne perypetie obojga bohaterów. I wydaje mi się, że nie tylko ja z chęcią zamieniłabym się z aktorką i wcieliła w jej rolę. Emocje, jakimi emanują, mogą się udzielić widzowi. 

    Film spełnia swoje zadanie także dlatego, że w naturalny sposób łączy obraz dwóch środowisk z odległych krańców świata. Z Polski do USA, z USA do Polski? W czym problem? Świat jest przecież mały. 

    Największym minusem jest nieprawdopodobna przemiana Iana z nieczułego, bezwzględnego mężczyzny romansującego na lewo i prawo w uczuciowego, wrażliwego chłopaka. Równie zadziwiająca jest jego determinacja w szukaniu pracy w Polsce. Który Amerykanin pracowałby za 1200 zł? Na szczęście matematyka łączy dwa minusy w plusa. Daję więc dużego plusa za takie cuda, które można oglądać tylko na ekranie. Niestety dodatki do wydania DVD nie zaspokoiły mojej typowo polskiej ciekawości. Jedna z części – "Making of" zawiera zdjęcia z planu filmowego, wypowiedzi aktorów na temat produkcji i oficjalne podziękowania Joshuy Leonarda skierowane do twórców filmu z podkreśleniem olbrzymiej chęci do dalszej współpracy. Poza tym zwiastuny, galeria zdjęć czy śmieszne scenki nie wnoszą nic nowego (skoro to komedia – chciałoby się popatrzeć na aktorskie wpadki lub chociaż zobaczyć wycięte sceny). Dla leniwych napisy polskie lub angielskie. Można też znaleźć zwiastuny innych polecanych filmów. 
    Na koniec jeszcze jedna bardzo optymistyczna nowina. Otóż dowiedziałam się z "Małej wielkiej miłości", że Polki są niezwykłe, naturalne, spontaniczne, piękne itd., itp. Fascynację obcokrajowców naszą narodową swojskością dostrzec można w scenie, w której Steve (Michael Dunn) rozpromienia się na widok Marianne z dzieckiem na ręku (Anna Guzik). Dzięki temu ujęciu można by pomyśleć, że Polska to Ziemia Obiecana, oaza spokojności. Jeśli taka wizja naszego kraju przyczyni się do zniesienia wiz, to ja nie mam nic przeciwko niej.